Czasami (ale tylko czasami) przeczytawszy daną książkę, nie mam zamiaru już do niej kiedykolwiek wracać. Nie dlatego, że była źle napisana lub całkowicie mnie znudziła. Po trzykroć – nie, nie, nie. Są bowiem takie książki, które targają moim sercem tak mocno, aż niemal fizycznie czuję, jak wrzynają się w ów organ. Słowami, zadrukowanymi kartkami, bohaterami, aż w końcu samą historią. I jednocześnie kocham je i nienawidzę.

 

Spogląda na mnie para dużych, niebieskich oczu, tak intensywnie, że niemal czuję dreszcz na plecach, jakby naprawdę ktoś mnie obserwował. Już samo spojrzenie z okładki wywołuje we mnie tak wyraźne odczucia, a przecież książka leży zamknięta. Tylko okładka patrzy na mnie, a ja jeszcze raz chwytam ją w dłonie i otwieram na pierwszej stronie.
Człowiek o 24 twarzach” – Daniel Keys, bo o niej właśnie dzisiaj krótko opowiem.

Z reguły nie lubię oceniać książek w kategoriach od 0 do 10. Sądzę, że nigdy nie dałabym okrągłego zera, a jeżeli chodzi o dziesiątki, to jest ich zdecydowanie za mało. W swoim dwudziestopięcioletnim życiu mogę śmiało powiedzieć, że trochę przeczytałam. Średnio co kilka miesięcy zmieniałam swoją “ulubioną” książkę, tak więc można uznać, że podium jest u mnie dosyć “ruchome”, ale to dobrze. Kto nie chciałby odnajdywać za każdym razem czegoś lepszego, bardziej wciągającego, inspirującego? A ja poszukuję inspiracji bardzo często w książkach właśnie. Jeśli się uczyć, to od najlepszych.

„Człowieka” otrzymałam jako prezent na gwiazdkę, więc trochę już mija. Oczywiście samą książkę zdążyłam przeczytać całkiem szybko, ale z recenzją wstrzymywałam się dosyć długo. Z jednej strony emocje, z drugiej strach, że nie uda mi się wyrazić swoich myśli tak, jakbym sobie tego życzyła.

Jednak spróbuję.

Człowiek o 24 twarzach” to historia prawdziwa aż do bólu, mająca rzeczywisty czas i miejsce, bohaterów i wydarzenia. Wszystko w niej jest prawdziwe, bo historia spisana została przez faktyczne wydarzenia, jakie rozegrały się w drugiej połowie XX wieku.

Żeby nie przedłużać, poznajcie:

Arthur, Ragen, Allen, Tommy, Danny, David, Christene, Cristopher, Adalana. Philip, Kevin, walter, April, Samuel, Mark, Steve, Lee, Jason, Bobby, Shawn, Martin i Timothy. Sporo bohaterów, prawda? Jednak spokojnie, tak naprawdę oni wszyscy są jedną osobą – Nauczycielem, a ponad nimi wszystkimi osobowość podstawowa – Billy Milligan.

Książka to fabularyzowany reportaż z życia mężczyzny chorego na DID (ang. dissociative identity disorder). Sama choroba ma wiele nazw takich jak; osobowość mnoga, osobowość naprzemienna, osobowość wieloraka i wiele innych, ale każdy z nas zna pojęcie rozdwojenia jaźni. Jak to jest mieć dodatkową osobowość, która często różni się zupełnie od osobowości podstawowej? Jak to jest zasypiać we własnym łóżku a budzić się w fotelu samolotu lecącego do Europy? Jak to jest, kiedy w naszym ciele mieszka nie jedna a dwadzieścia cztery osobowości.

Ragen to Jugosłowianin i ma bardzo silny słowiański akcent, w dodatku swobodnie porozumiewa się po serbochorwacku. Arthur natomiast potrafi pisać i czytać po arabsku. Allen jest manipulatorem i agnostykiem, maluje też portrety. David ma osiem lat, a Adalana jest lesbijką. To tylko niektóre z postaci (a sam ich opis tutaj jest bardzo skrócony), które zamieszkują ciało Billy’ego, a on sam “budzi” się raz na jakiś czas, tylko wtedy, gdy pozwoli mu na to Arthur. Dlaczego, spytacie zapewne, fałszywa osobowość ma władzę nad tą podstawową? Już śpieszę z wyjaśnieniem – ponieważ gdy Billy się budzi, to próbuje odebrać sobie życie.

Historia przedstawiona w książce jest tak szokująca, że chyba jeszcze nigdy nie czytałam podobnej, a uwierzcie mi – czytałam sporo. Nawet prywatne wyznania schizofrenika.

Książki – żeby nie psuć wam przyjemności z jej czytania (choć w tym kontekście nie jest to chyba dobre określenie) – nie da się opisać jednoznacznie: dobra/zła. Owszem, dla mnie jest genialna, ale nie pod względem fabularnym, pisarskim, słownym. Jest genialna, bo porusza do samego dna trzewi, a czytelnik, kiedy zamyka książkę po ostatniej kartce, czuje niezliczoną gamę emocji.

Powieść podzielona jest na trzy księgi. Pierwszą, w której poznajemy Billy’ego jako dorosłego mężczyznę posądzonego o gwałty. Tu, jak to określił sam Billy, przedstawia czas “pomieszania”. Postarajcie się o tym pamiętać. Druga to prześledzenie losów bohatera od dzieciństwa po wydarzenia na Livingstone Avenue, gdzie policja aresztowała go pod zarzutem popełnienia gwałtów. Trzecia i zarazem ostatnia księga to dalsze losy Billy’ego po procesach i przebywaniu w ośrodkach zdrowia psychicznego.

Nie psując już wam dłużej lektury na tym zakończę – książka warta jest poznania “od deski do deski” a nawet jeszcze głębiej.

Poznacie nie tylko Billy’ego, ale i wiele innych barwnych postaci.

I być może będziecie im współczuć lub uznacie to wszystko za genialne kłamstwo.

Kończąc; przyzwyczaiłam się do wielu osobowości i muszę przyznać, że tęsknię za nimi. Za wojowniczym Ragenem, chłodnym Arthurem, zbuntowanym Tommym i, przede wszystkim, za Nauczycielem. Czuje też niedosyt, złość, smutek i wiele innych emocji, nawet jeśli minęły już miesiące, odkąd przeczytałam historię Billy’ego. Bo opowieść porusza tak mocno, że wciąż czuję ją głęboko w sercu.