Książki, jak wiemy, przenoszą nas, czytelników, w niezliczoną liczbę krain. Rodzimy się i umieramy wraz z bohaterami, żyjemy tysiącami żyć, więc to normalne, że czujemy się czasem niemal nieśmiertelni. Czytając, poznajemy nowych przyjaciół, którzy, choć nigdy nam nie odpowiedzą, będą sobie zawsze siedzieć pomiędzy stronicami i patrzeć na nas z półki. Śmiejemy się i płaczemy, wściekamy i radujemy podczas lektury, czujemy żal, kiedy już skończymy, bo to już, ot, tak, koniec. Witaj codzienności.

Nudzą nas już szare blokowiska, w których niemal zaglądamy sąsiadom do okien i choć niezbyt dobrze ich znamy, to doskonale wiemy, że Pani Spod Trójki wychodzi każdego ranka dokładnie o siódmej minut cztery, a o siedemnastej Ten Sąsiad z Góry zabiera na spacer swojego Russell Terriera. Znamy jego imię (psa oczywiście, bo gdzieżby właściciela!), a nawet wiemy, na co choruje, ile ma lat i że kiedy zostaje sam, to okropnie wyje.

Nuda, nuda, nuda. Chcemy czegoś innego, ale portfel świeci pustką, szef nie chce dać wolnego, a terminy gonią nas niczym te cieniste postacie, przed którymi uciekamy w snach. Chcemy się wyrwać, ale wiemy, że nie możemy zrobić tego ot tak, no to sięgamy po książkę. Kolejne życie, kolejny świat. Skaczemy na główkę prosto między stronice powieści i wynurzamy się w zupełnie innej krainie. Codzienność pozostawiamy tam, po drugiej stronie tomiszcza, oddzielamy się od niej setką kartek. Proszę bardzo, oto zanurzyliśmy się, zupełnie jak bohaterka „Prawa Mojżesza”, w miłosnej historii.

Tym razem spędzamy czas na farmie, poznając Georgie i tytułowego Mojżesza, przeżywamy z nimi każdą chwilę jako bezimienni, niemogący uczynić kompletnie nic, bierni obserwatorzy. Trochę szkoda. Jako pierwsi w końcu poznajemy wszelkie tajemnice i sekrety, pierwsi zauważamy zagrożenie i nie możemy nawet ostrzec bohaterów.

 

 

Czytelnik to nikt inny jak cień opowiadanej przez autora historii.

Hola! Przepraszam bardzo, ale dlaczego zrobiło się tak ponuro? Nie taki był mój zamysł!

 

No tak, „Prawo Mojżesza” to trudna książka, więc może trochę dreszczyku? „Śmiertelne napięcie” poprowadzi nas między lasy Nebraski, sprawdzi predyspozycje detektywistyczne i nieraz porządnie przestraszy, a my, czytelnicy, lubimy się czasem bać, prawda?

 

 

Możemy też wybrać coś zupełnie innego, albumy, w których podróżujemy wraz z ich autorami po najdzikszych zakątkach ziemi. Spoglądając przez obiektyw fotografa, czujemy się jakbyśmy też tam byli, wdychamy świeży zapach lasu, patrząc na zdjęcie najwyższych drzew i smakujemy potraw, które widnieją na wielobarwnej, sycącej oczy fotografii. No i nie przejmujemy się tymi irytującymi komarami, które musiały dać się we znaki nie raz owym podróżnikom, choć niemal słyszymy ich brzęczenie przy uchu.

Goniąc marzenia, czyli podróż poślubna dookoła świata” Moniki i Michała Przybyszów to coś, co może zapewnić nam właśnie powyższe doznania i nawet nie musimy przejmować się bagażem, pogodą lub dziką zwierzyną! Cóż za wygoda!

 

Jak widać, a to tylko trzy przykłady, światów, w których możemy znaleźć się dzięki książce, jest niezliczenie wiele. Hej, czy to już nie podchodzi pod wyjaśnienie teorii wieloświatów? No proszę, znalazłam własne rozwiązanie tego, skądinąd nowego nauce, problemu, poproszę o Nobla!

A jeśli już jesteśmy przy temacie, to razem z dziećmi możecie podróżować po kosmicznej (nie)pustce, przeglądając strony encyklopedii poświęconej kosmosowi. „Encyklopedia: Układ Słoneczny” przyniesie wiedzę nie tylko dziecku, ale i przypomni rodzicom, że wszechświat jest niemal tak samo duży, jak nasza wyobraźnia. Można nawet pokusić się o iście filozoficzne rozmyślania!

Czy kosmos i wyobraźnia mają granice? No właśnie, jaka jest odpowiedź?

 

Czas powoli kończyć, herbata się skończyła, choć kubek, przyznam, posiadam całkiem spory, a brzuch odzywa się gniewnie, oczekując posiłku. No już, już, uspokajam go lekkim klepnięciem.

 

Tak więc na sam koniec:

Pamiętacie ten urywek o byciu bezimiennym obserwatorem, podczas gdy dryfujemy po stronach dowolnej powieści, poznając historię każdego jej bohatera? Nawet w naszym codziennym życiu mijamy tysiące ludzi, dla których odgrywamy rolę milczącego outsidera. Każdy człowiek to inna historia a my, nieświadomi, czasem jednak uczestniczymy w niej zupełnie przez przypadek.

Wyobraźmy sobie następującą sytuację:

Pomagamy komuś pozbierać porozrzucane po ziemi kartki, a potem oddalamy się pośpiesznie na pociąg lub spotkanie, nie zdając sobie nawet sprawy, że oto właśnie staliśmy się częścią czyjejś opowieści. Nie patrzyliśmy nieznajomemu w twarz, ale on nam tak i to w dodatku bardzo, bardzo uważnie. Kiedy już nadchodzi wieczór i rozkładamy się w ciepłym łóżku z książką na kolanach, przenosimy się w kolejny świat, lub poznajemy dalej ten sam i zapominamy o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia.

Jednak na drugim końcu miasta, tam, gdzie światło pali się jeszcze do późnych godzin nocnych, słychać tylko stukot klawiszy. Czyjeś palce uderzają raz za razem o klawiaturę i piszą coś zawzięcie w takt melodii dobywającej się ze starego radia. Pisarz, utknąwszy wcześniej na wątku, który spędzał mu sen z powiek, nareszcie znalazł wyjście z kłopotliwej sytuacji, zupełnie przypadkowo. Nowy bohater, postać ledwie drugo-, może nawet trzecioplanowa, ale jednak istniejąca i pchająca fabułę do przodu, a to wszystko dzięki tym nieszczęsnym kartkom porozrzucanym przez wiatr.

Gdy my oddaliliśmy się, nie słuchając nawet podziękowań za pomoc ze strony nieznajomego, on długo nas jeszcze obserwował, a potem pognał do domu, siadł przed biurkiem i zaczął pisać. Takim sposobem, nieświadomie staliśmy się właśnie naprawdę nieśmiertelni.

Czy nie jest to ekscytujące?

Pamiętajcie, że we wszystkie wymienione w powyższym tekście książki możecie zaopatrzyć się w Księgarni i Antykwariacie Lumos, jednak, jako że są to książki używane, panuje zasada: Kto pierwszy ten lepszy!

Zapraszamy serdecznie i życzymy, a jakżeby inaczej, przyjemnej lektury!

 

Autor tekstu: Bożena Białkowska

Duże dziecko, choć już ćwierć wieku na karku, okropnie wybredne, jeżeli chodzi o książki, ale ponoć da się je lubić. Sama pisze, ale śmieje się, że nie cierpi kobiecych postaci w książkach, więc jej głównymi bohaterami są mężczyźni. Żyje w górach i uczy się języka japońskiego, powoli, ale skutecznie, bo lubi sobie komplikować życie. Na pytanie, czy wyda kiedyś swoją książkę, wzrusza ramionami i odpowiada bez owijania w bawełnę:
— Kiedy przestanę być leniwa.

 

Kontakt: bozena.bialkowska@vp.pl